"Ważne! Nasza strona internetowa stosuje pliki cookies w celu zapewnienia Ci maksymalnego komfortu podczas przeglądania serwisu i korzystania z usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. W każdej chwili możesz zmienić ustawienia przeglądarki decydujące o ich użyciu" Kontynuuj

Zamknij

Emocje - Jak jest naprawdę?

Rozmowy o wszystkim

Moderatorzy: Margarett, tester123, Martaci, Moderator

Re: Emocje - Jak jest naprawdę?

Postprzez mysza » Pn mar 31, 2008 21:36

Kiedys wymyslilam ten temat, pewnie po to aby i swoim emocjom dac upust. Dzis przeczytalam wszystkie posty ponownie i pomyslalam, tyle napisaliscie a teraz milczycie. Czy juz tak oswoiliscie sie z choroba, ze nic Was nie rusza? Bo mnie wciaz i niezmienne - fakt, ze tylko chwilami ale emocje nadal sa we mnie. I te pozytywne i te negatywne. Pozytywne, to satysfakcje, ze tyle wciaz moge dokonac, negatywne - ze juz zbyt malo. Trudno pogodzic sie z mysla, ze coraz czesciej trzeba bedzie z wielu rzeczy zrezygnowac, choc nie mozna tu generalizowac, bo przeciez wielu z Was (Nas) ma dlugotrwale remisje i wraca do normalnego zycia, zapominajac o chorobie.n Ja jednak z tych, co to wciaz mysla o przyszlosci i ne powiem aby moje mysli byly rozowe. Mam za soba trudne doswiadczenie w opiece nad bliska mi osoba i moze tym bardziej temat ten wraca do mnie jak bumerang. Wiem... wiem...powinnam zamknac buzie na klodke i pisac Wam same optymistyczne rzeczy, by wspierac i dawac nadzieje. Jak najbardziej wspieram, jak najbardziej jestem pelna wiary, ze ktoregos dnia moze wszystko sie zmienic poprzez wynalezienie jakiegos specyfiku, ktory moglby pozwolic powrocic do normalnosci naszemu systemowi immunologicznemu ale jednoczesnie klebia sie we mnie jeszcze inne uczucia. I wlasnie one powoduja, ze rozowe okulary zsunely mi sie z nosa i widze swiat w barwach szarych i burych, choc za oknem wlasnie robi sie zielono. Warcze, gdy mnie boli i nie ukrywam tego, unosze sie z byle powodu i oczywiscie nie potrafie utrzymac jezyka za zebami i czasem kogos ranie. Mam nadzieje, ze wybaczycie mi te nieciekawe emocje. Pewnie sa chwilowe i poskromie niedlugo swoje pesymistyczne mysli ale chcialam sie z Wami podzielic nimi, bo byc moze, dzieki temu bedzie mi troche latwiej.
Pozdrawiam
Największą emocjonalną potrzebą człowieka jest potrzeba akceptacji.
Avatar użytkownika
mysza
 
Posty: 185
Dołączył(a): Pt wrz 14, 2007 9:40
Lokalizacja: Gdańsk

Re: Emocje - Jak jest naprawdę?

Postprzez basia_1950 » Wt kwi 01, 2008 17:45

Myszko - glowa do gory :lol: usmiechnij sie -jutro bedzie lepiej.Pozdrawiam Basia z Lodzi :lol:
basia_1950
 
Posty: 75
Dołączył(a): Śr lut 28, 2007 18:04
Lokalizacja: Lodz

Re: Emocje - Jak jest naprawdę?

Postprzez BRYGIDA27 » Wt kwi 01, 2008 18:43

Ja tylko czytam wasze posty i mało co pisze , bo szczerze mówiąc nie wiem co napisać , piszecie wszystko co ja bym chciała napisać , to co czuję .Dostałam w styczniu skierowanie do szpitala reumatologicznego w Sopocie , niestety powiedzieli ,że mam czekać od nich na telefon i czekam i czekam .... i się nie doczekam , moja lekarka powiedziała ,że od niej pacjentów nie biorą do szpitala i nie wie dlaczego. Jak zapisywałam się do szpitala to zrozumiałam ,że pacjenci z poza rejonu przychodni przyszpitalnej są zapisywani na oddział na konkretny termin (byłam nawet świadkiem - odrazu dostała jedna pani termin na marzec i mówiła ,że należy do przychodni przy szpitalu) Ja nie dość ,że ponadgodzinę czekałam na lekarza to jeszcze niedali konkretnego terminu. Wychodzi na to ,że powinnam przepisać siędo innej przychodni i zmienić lekarza tylko tyle ,że ja nie chcę . Denerwuje mnie to ,że inni są odrazu przyjmowani a inni nawet nie mają określonego terminu.
BRYGIDA27
 
Posty: 22
Dołączył(a): N lis 19, 2006 17:27
Lokalizacja: GDYNIA

Re: Emocje - Jak jest naprawdę?

Postprzez mysza » Cz kwi 03, 2008 15:05

Dzieki Basiu :)
Glowe juz trzymam u gory, ale rece opadly :), szczegolnie ta lewa, a to nie jest dobry objaw. Zwieszonymi rekoma nic sie nie da zrobic. Zawsze mowie, ze jestesmy jak na ringu i boksujemy sie z RZS-em. Raz my mu prawy sierpowy, raz on nas wali w zeby :). Jednak te opuszczone rece nie pozwalaja nawet gardy trzymac :)
Pozdrawiam i pamietajcie: trzymac garde wysoko !
Największą emocjonalną potrzebą człowieka jest potrzeba akceptacji.
Avatar użytkownika
mysza
 
Posty: 185
Dołączył(a): Pt wrz 14, 2007 9:40
Lokalizacja: Gdańsk

Re: Emocje - Jak jest naprawdę?

Postprzez Inonka » Pt kwi 04, 2008 10:35

Emocje...po tylu latach są wciąż we mnie..i wiem, ze będą zawsze...niestety ostatnio jest coraz więcej tych negatywnych...choć wierzcie mi staram się...staram z całych sił nie tracić wiary, poczucia humoru, uśmiechu ...oby starczyło mi sił.
Inonka
 
Posty: 53
Dołączył(a): Cz wrz 06, 2007 9:45
Lokalizacja: okolice Krakowa

Re: Emocje - Jak jest naprawdę?

Postprzez Anbea » Wt kwi 08, 2008 20:23

Emocje, temat rzeka. Kazdy ich doswiadcza, sa ze mna odkad pamietam, czasami przypominaja mi ze zyje , bez nich bylabym martwa. Nie dziele ich na pozytywne i negatywne, bo juz wiem ze wszystkie sa potrzebne. Nazywam je przyjemnymi i nieprzyjemnymi. Dla mnie wszystkie sa wazne. Dzieki tym nieprzyjemnym umiem rozpoznac te... milutkie i odwrotnie. Kiedy szala przechyla sie niebezpiecznie w ta mniej pozadana strone, pytam siebie co jest nie tak? Nie szukam winy u innych, tylko w sobie (chyba ze wiem, iz winowajca jest chemia). Przestalam juz udawac czy wypierac nieprzyjemne uczucia. Na dluzsza mete sie nie da, w koncu cie dopadna. Zauwazylam, ze najczesciej pod przykrywka zlosci, zalu czy bolu kryje sie zwykly strach. Strach przed odrzuceniem, strach przed porazka, strach ze z czyms sobie nie poradze i wiele innych podobnych "strachow". Samo uswiadomienie czego sie boje i nazwanie tego, pomaga mi w powrocie do normalnosci. Przynajmniej wiem ze to nie Oni sa zrodlem mojego zlego samopoczucia. Tylko ja sama sobie to robie. Ale i ja sama moge to zmienic. Ciagle ucze sie nie miec oczekiwan w stosunku do innych ludzi. Rodzina nie jest mi nic winna i wcale nie musi sie mna opiekowac i pomagac kiedy tej pomocy potrzebuje. Kiedy jednak nadchodzi, przyjmuje ja jako dar, a nie jako obowiazek z ich strony. Wtedy bardzo sie ciesze, a i oni inaczej "daja". Bez przymusu, bez "splaty zadluzenia", czynia to z wlasnej dobrej woli. Oczekiwania rodza rozczarowania, kiedys uslyszalam taka prawde i musze sie z tym zgodzic. Wielokrotnie doswiadczylam tego na wlasnej skorze... To jednak wyzsza szkola jazdy, bo co innego wiedziec o tym, a co innnego czuc to wewnetrznie i postepowac w taki sposob na co dzien. Ciagle jednak sie ucze, jak zyc, aby bylo mi latwiej znosic siebie, rzs i ludzi.
Najgorzej kiedy bol fizyczny polaczy sie z cierpieniem duszy. Wtedy daje upust swoim emocjom, kiedy mam ochote, mieszam z blotem caly swiat, Boga tez nie oszczedzam, placze i wywalam caly moj zal... Wiem, ze chowanie tego w sobie, nic nie da. Wczesniej czy pozniej czeka mnie moja prywatna "wojna swiatowa". Staram sie robic to w samotnosci, aby nie ranic innych. Pamietam tylko o jednym, nic nie trwa wiecznie... Takie stany tez. Pozniej wracam do zywych i znowu chce mi sie zyc.
Pozdrawiam.
Życie człowieka jest tym, co zeń uczynią jego myśli...
Zajrzyj w siebie! W twoim wnętrzu jest źródło, które nigdy nie wyschnie, jeśli potrafisz je odszukać.
Marek Aureliusz
Avatar użytkownika
Anbea
 
Posty: 175
Dołączył(a): Pt lis 30, 2007 11:52
Lokalizacja: Wrocław

Re: Emocje - Jak jest naprawdę?

Postprzez kasiko8 » Cz kwi 10, 2008 9:45

Cześć wszystkim zgadzam się w 100 procentach z Myszą.Jestem 38 letnią kobietą i mam kilku dobrych znajomych ,ale chociarz wiem że nie zyczą mi żle mi wspułczują to i tak nie rozumeją tego bólu ,który my codziennie przezywamy.Jestem bardzo zadowolona że powstało to forum ,bo nareszcie można sobie z kimś swobodnie pogadać i dać upust wszystkim swoim smutkom ,nerwom i bezsilności. Może prze okazji ktos napomknie jak sobie umila ten nasz bolący żywot ,jak sobie znależć zajęcie , oczywiście nie myślę o obowiązkach domowych Pozdrawiam wszyskich serdecznie Kaśka
kasiko8
 
Posty: 30
Dołączył(a): Śr kwi 09, 2008 17:21

Re: Emocje - Jak jest naprawdę?

Postprzez zuzziaa » Wt kwi 15, 2008 12:26

Witam Was wszystkich :)

Podpisuję się pod tym co napisała kasiko8
Mimo, że wszyscy wiedzą o naszej chorobie, współczują kiedy widzą, że. np kuleję, to tak naprawdę nikt nie jest w stanie nas zrozumieć, zrozumieć bólu, ograniczenia ruchu i niechcęci do działania.
Niby wszyscy wiedzą, ale nikt tak naprawdę nie zainteresuje się, co to za choroba, co za sobą niesie i dziwią się, kiedy zawale, kiedy nie przyjadę na zajęcia, bo nie jestem w stanie sie ubrać, umyć i uczesać; kiedy pięć razy na dzień ryczę niby bez powodu, bo oni przecież go nie znają, kiedy przesiedzę cały dzień w domu i nic nie zrobię, bo nie mogę, a raczej nie potrafię wziąć się w garść..
Nikt nie zrozumie nas tak jak inny z RZS,
czytając Wasze wypowiedzi dopiero widzę, że nie jestem sama i za to Wam wielkie dzięki :)
zuzziaa
 
Posty: 5
Dołączył(a): Pt sty 25, 2008 21:59

Re: Emocje - Jak jest naprawdę?

Postprzez kasiko8 » Wt kwi 15, 2008 16:56

Zuzziaa trzymaj sę i pamiętaj że dzięki iż istnieje to forum to możemy sobie spokojnie na nim popłakać i nikt nam nie powie że się mażemy,lub że jesteśmy niedorajdy tylko my sami wiemy jak trzeba być silnym psychicznie żeby znieść ten cały ból który nas dobija codziennie. Inni jenczą jak czasami ich stawy bolą i wtedy patrzą na nas z myślą że nas rozumieją,ale to niestety nie jest prawda oni może tak pomyślą przez chwilę a pózniej każdy goni za swoimi obowiązkami i niestety znów jesteśmy sami.A tu prosze mogę sobie pisać jak mi jest zle jak mi sie chce ryczeć i nikt mnie nie skrytykuje .Jak mnie dobija jak idę na ulicy z kulami a ludzie z mojego osiedla patrzą na mnie i się uzalają.SZLAK mnie trafia ....A co ja sama nie pamiętam jak parę lat temu nie mogłam ustać w miejscu,na schody wchodziłam po 2 schody bo było szybciej a teraz co????Teraz wejść na dwa schody jest problem no i co??????? I przecież trzeba żyć dalej, także głowa do góry i trzymajcie sie mocno .Pozdrowienia
kasiko8
 
Posty: 30
Dołączył(a): Śr kwi 09, 2008 17:21

Re: Emocje - Jak jest naprawdę?

Postprzez basiaot » Wt kwi 15, 2008 19:49

Zuziu masz zupełnie rację.Niby wszyscy wiedzą ,ze chorujesz a nikt tego nie rozumie ,że Cię boli ,że jesteś słaba, że nie masz na nic ochoty.Ja na początku mojej choroby nie miałam nawet siły,aby sie sprzeczać z meżem o coś.Wszystko mi zwisało a jestem osobą bardzo pracowitą i obowiązkową.Kiedy zachorowałam, mój syn nie mieszkał już z nami.Nie widział tego, co działo się ze mną każdego ranka i wieczora ,bo wtedy było najgorzej.Kiedy przyjeżdzał z żoną i dzieckiem ja nafaszerowana Ketanolem i sterydami musiałam ich obslugiwać.Do nich do dziś nie dociera ,ze jestem chora.Moje wymówki zawsze traktują jako moją wygodę.
basiaot
 
Posty: 57
Dołączył(a): Pt mar 28, 2008 20:17
Lokalizacja: okolice Katowic

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do Ogólne

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google [Bot] i 1 gość

cron
...